Date with the City: London

Siedzę na Primrose Hill i patrzę na Londyn. Niby jestem tu tylko na chwilę, a jednocześnie jakbym tak dobrze go znała.

Włóczę się pomiędzy dzielnicami, gubię w chaotycznej strukturze miasta. Miasta, w którym szanse, marzenia, nadzieje i pragnienia realizują się tak szybko, że jednocześnie rozpadają się jak domek z kart. Rzucam okiem na horyzont. Perspektywa malowana szkłem i stalą jest na tyle blisko, że z łatwością mogę przekroczyć jej granice, a jednocześnie pozostaje nieosiągalną fantazją. Wlepiam wzrok w nowoczesne wierzchołki wyrastające z koron drzew, tworzące wraz z nimi monotonny schemat krajobrazu. Obserwuję panoramę swoich emocji, bo ta cisza mnie ogłusza. Przeglądam się w Londynie jak w lustrze, ale nie jestem pewna czy moje uczucia to fakty? Jaka jest różnica w doświadczaniu tego widoku samej, a jakby to było z kimś? Nade mną bezchmurne niebo, lecz czy mój błękit jest taki sam jak Twój?

Londyn jest moim nauczycielem. Uczy mnie jak być, lecz się nie przywiązywać. Jak nie tworzyć nadziei, nie oczekiwać. Jak nie tęsknić. Pokazuje mi jak marzyć, lecz nie snów planów. Jak nie modlić się o coś, co nigdy się nie wydarzy i nie sięgać po więcej, niż zostało mi dane. Uczy mnie jak nie żałować. Jak żyć z rozczarowaniem i jak pozostać naturalnie naiwną. W jaki sposób się otworzyć i odsłonić brzuch. Jak słuchać, aby usłyszeć. Odpuścić i zaryzykować. Jak wydostać się poza dychotomię sukcesu i porażki, a w niepewności dostrzec przestrzeń na działanie. Na nowe. Na szansę. Uczę się jak przestać nieustannie definiować i jak poznać nowe kryteria tego co to znaczy „dobra robota”. Jak uwolnić się od łapczywości za „lubię to”, albo od marudzenia, gdy dostaję to czego „nie zamawiałam”. Londyn przekonuje mnie, że czasami aby znaleźć – wcale nie trzeba szukać.

Może nie potrzebowałam rozumieć powodu, dla którego tu przyjechałam. Może nie muszę tego nazywać, określać i wyjaśniać. Może wcale nie potrzebuję wszystkiego wiedzieć, aby zacząć działać. Może tym razem nie muszę zadać żadnego pytania, aby znaleźć odpowiedź. Może Londyn da się lubić. A może nawet…bardzo:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *