Rok w drodze ku sobie

Trochę zleciało…

Dokładnie rok temu postawiłam sobie pytanie: po co robię, to co robię? Co sprawia, że jestem tu gdzie jestem? Co jest moją motywacją? Próbowałam pozbierać kawałki układanki, lecz nie znalazłam odpowiedzi. Nie byłam pewna czy wybrałam właściwą ścieżkę, więc postanowiłam poszerzyć panoramę swojego doświadczenia.

Właściwie ta wyprawa zupełnie nie jest turystyczna. Ta podróż do wnętrza siebie to ultra-intensywny trening mentalny i osobista transformacja. To odrobiona lekcja odpuszczania. Ta podróż to nauka. Analizowałam starożytne azjatyckie systemy filozoficzne, teksty yogi sprzed tysięcy lat i testowałam buddyjskie praktyki treningu umysłu, lecz tak na prawdę – studiowałam siebie. I uwierzcie, ta lekcja to nie jest bułka z masłem. Stworzyłam prywatne, mobilne laboratorium pracy z umysłem. Eksperymentowałam ze starymi nawykami i poglądami, do których jestem niemal nierozerwalnie przyklejona, a wszystko po to, aby przejąć kontrolę nad swoimi emocjami, nastawieniem oraz rozwinąć samoregurację. Poddałam w wątpliwość sztywne założenia i zderzyłam się z ciężkimi oczekiwaniami. Bez żadnej gwarancji, że cokolwiek z ów wewnętrznego treningu mi się opłaci, trwałam w poszukiwaniu tego…”czegoś”, co miało nadać mojemu życiu znaczenie. Zaadaptowałam więc nowe sposoby bycia i postrzegania, spoglądając z uważnoscią jak przez szkło powiększające na swoje powtarzalne, mentalne schematy i sposoby percepcji. Cóż…wryte jak w mur zwyczaje utrwalane całe życie umierają ciężko, więc nie jest to przyjemna praca i nierzadko miałam pokusę, aby rzucić to wszystko w cholerę i zabrać się z powrotem do wygodnego życia oraz z łatwością odnajdywanych w głowie automatycznych nawyków.

Znalazłam odpowiedzi na pytania, z którymi tu przyjechałam oraz na te, których wcześniej nie byłam nawet świadoma zadać. Udekorowałam swoją codzienną aktywność uważnością skierowaną na zrozumienie, jakie jest prawdziwe źródło mojej satysfakcji – a jest nim mój własny umysł. Nie w tym sęk zatem, co sprawia że Twoje życie ma sens – rzecz w tym jakie Ty nadajesz swemu życiu znaczenie.

Po drodze byłam w miejscach tak nadzwyczajnie pięknych, że nie sposób pokazać Wam to na jakimkolwiek zdjęciu. Ludzie i relacje z nimi były najbardziej odżywczym i inspirującym doświadczeniem, które dodawało mi pewności, że warto iść dalej. Pomiędzy nieustannym zadawaniem sobie pytania „po co ja to wszystko robię”, jasne – również świetnie się bawiłam, przyprawiając każdy dzień niezmąconą radością. Doświadczałam, doświadczałam, doświadczałam. Żyłam. Z drugiej strony, codziennie przez okrągły rok, przebywałam w środowisku nieustannej zmiany, gdzie wszystko dookoła było nowe i niepewne, a „zwykła” rutyna stała się nie lada wyzwaniem. Wzięłam na warsztat, co tak na prawdę daje mi długotrwałe poczucie satysfakcji. Czy są to chwilowe przyjemności? Czy źródło mojego zadowolenia to duże mieszkanie albo pyszne jedzenie? Czy może jest to ekscytacja w związku z odwiedzeniem kolejnych 8 krajów i następne przygody? A może to inni ludzie? Może ich towarzystwo jest warunkiem mojego zadowolenia? Lecz czy potrafię być równie szczęśliwa gdy ich nie ma lub gdy nasza relacja się zmieni? Testując granice swojej strefy komfortu, okresowo rezygnowałam ze tego co lubię, co sprawia mi przyjemność, co mi smakuje, relaksuje i daje przyjemny komfort; i sprawdzałam jak to jest B Y Ć bez tego wszystkiego co czyni moje życie wygodnym i łatwiejszym. Czy nadal będę w stanie budzić się z uśmiechem na twarzy?

Choć piszę w czasie przeszłym, wcale nie skończyłam. Cały ten wewnętrzny fitness to zaledwie początek transformacyjnej podróży przez zakamarki samoświadomości, która potrwa przez całe życie. Gdybym jednak miała krótko podsumować, co było moim najznakomitszym odkryciem, największym wsparciem w zmianie i najbardziej korzystną praktyką – jednym słowem: jest to medytacja. Ten trening umysłu to dużo więcej niż proste wyostrzenie swojej atencji i skupienie jej na oddechu w celu wyciszenia wewnętrznego dialogu. Medytacja to mój algorytm na dostęp i rozumienie siebie. To potężne narzędzie rozwoju swojego potencjału i mądrości, całkowicie efektywne i bez skutków ubocznych.

Dziś pozostaje jedno pytanie: jak utrzymać tę zmianę? W jaki sposób zintegrować ów wewnętrzne przeżycie z codzienną rutyną pędzącego życia w zachodnim stylu? Cóż…nad odpowiedzią nadal pracuję:) Myślę sobie jednak, że zabiorę ze sobą refleksję, iż za każdym razem gdy podejmę działanie, zadam sobie pytanie P O  C O robię to co robię i jeśli nie będę potrafiła nadać temu znaczenia – przestanę. Banalnie brzmi powiedzieć, że nie ma czasu do stracenia na bezsensowne rzeczy, bo nikt z nas z nie ma pewności, że jutro znajdziemy czas na to, na czym zależy nam na prawdę. Lecz jak często zatrzymujemy się w refleksji, że możemy nie mieć słynnego „później”? Dwanaście miesięcy temu umówiłam się spotkanie ze swoim życiem i doceniłam ów dar. Ten czas był bezcenną inwestycją, wywracającą światopogląd do góry nogami terapią i pozytywnym praniem mózgu zarazem. Był największym wyzwaniem w zakresie zarządzania zmianą i re-definicją przyzwyczajeń (oj tak, Indie bardzo pomagają w tym ćwiczeniu, bo Twoje zachodnie standardy, po prostu tam nie działają:))

Tak więc dziś jestem prawie spłukana, nie mam pracy, mieszkania, a nawet ubezpieczenia społecznego;) ale za to mam świeżą głowę pełną inspiracji i serce wypełnione spokojem. Dalai Lama zapytany co było najszczęśliwszą chwilą jego życia odpowiedział: „Myślę, że ten moment jest teraz”. Ja powiedziałabym to samo.

Piszę to, aby pamiętać. Chcę pamiętać, aby zrozumieć. Bo jeśli rozumiem – wtedy wiem. Piszę, żeby motywować samą siebie i dzielić się inspiracją, więc w tym szczególnym, świątecznym okresie mam dla was specjalną dedykację. Cały czas pędzimy, aby robić jeszcze więcej i jeszcze lepiej, lecz czy czasami nie jest już…wystarczająco dobrze? Jesteśmy tak bardzo zorientowani na realizację celów, że tracimy z oczu siebie samych i nie zauważamy, że zmiany, do których zmierzamy już się dokonały! Dlaczego nie pozwalamy sobie uwierzyć, że w danym momencie jesteśmy najlepszą wersją siebie? To nie oznacza, że przestaniemy się rozwijać – bo czasem warto spojrzeć na siebie z refleksją i doskonalić to, co wymaga pracy. Bez oceniania jednak i samokrytyki. Zastosuj własne standardy, aby mierzyć swój progres w realizacji celów, które są ważne dla Ciebie i nie poddawaj się społecznej presji. Trenuj umysł tak jak ćwiczysz mięśnie na siłowni i odświeżaj głowę, podobnie jak otwierasz okna w domu, aby przewietrzyć mieszkanie. Nieustannie transformuj swoje podejście do życia na coraz bardziej pozytywne, ponieważ to co robisz i w jaki sposób myślisz determinuje to, co otrzymujesz.

Życzę Ci głębokiego poczucia sensu życia na co dzień, tak abyś na jego końcu nie żałował, że nie byłeś wystarczająco odważny, aby po to sięgnąć. Podsumowując w trzech żołnierskich słowach, życzę Ci dziś:

„Pokory – aby zaakceptować to, czego zmienić nie możesz;
Odwagi – aby zmienić to, na co masz wpływ;
i Mądrości – aby wiedzieć, gdzie jest różnica”

Przełomowego 2019 kochani! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *